Co w Prawie Piszczy | Sygnalista czy donosiciel czyli po co nam whistleblowing?
7075
post-template-default,single,single-post,postid-7075,single-format-standard,cookies-not-set,ajax_fade,page_not_loaded,,wpb-js-composer js-comp-ver-5.4.4,vc_responsive

Sygnalista czy donosiciel czyli po co nam whistleblowing?

Donosiciel, kapuś, kabel. To tylko część przydomków, na które może liczyć osoba decydująca się na zgłoszenie do władz czy pracodawcy, często z zastrzeżeniem poufności, dokonania przez kogoś innego wykroczenia lub przestępstwa. Niekoniecznie w rozumieniu przepisów prawa, czasem tylko czynu etycznie wątpliwego. W Polsce przez długie lata nauczyliśmy się podejrzliwości i braku szacunku wobec takich osób, zapominając całkiem o korzystnych stronach donosów.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych, przez wielu uważanych za kolebkę demokracji, od 2011 roku funkcjonują rozwiązania prawne, które tylko w 2016 roku pozwoliły tamtejszej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) wypłacić raptem 13 „donosicielom” 57 milionów dolarów wynagrodzenia.

Whistleblowing w firmie

W polskich firmach, zwłaszcza tych z kapitałem zagranicznym, coraz częściej wdrażane są procedury tak zwanego whistleblowingu, czyli sformalizowane systemy zgłaszania przypadków naruszeń przez – przede wszystkim – samych pracowników, ale także klientów, akcjonariuszy. W praktyce systemy takie wprowadza się zwykle wewnętrzną procedurą lub regulaminem podanym do wiadomości pracowników, a w uzasadnionych przypadkach także do wiadomości ogółu (na przykład na firmowej stronie internetowej). Zdarza się, że procedura taka jest załącznikiem do kodeksu dobrych praktyk.

W takich przypadkach warto korzystać z zagranicznych wzorców. Niezależnie bowiem, czy prowadzimy przedsiębiorstwo zatrudniające kilkanaście osób czy uczestniczymy w zarządzaniu dużą korporacją, powinniśmy mieć świadomość, że tam gdzie pojawiają się pieniądze, istnieją ryzyka nadużyć. Przedsiębiorca, w swoim najlepszym interesie, powinien z kolei podejmować wszelkie możliwe kroki, by im przeciwdziałać.

Przyzwyczajajmy się zatem do modnej nazwy „sygnalista”, by odejść od pejoratywnych określeń informatora. Uczmy się doceniać wartość sprawdzonych bądź zweryfikowanych informacji, ponieważ mogą mieć potężne konsekwencje ekonomiczne.

To właśnie dostrzegł amerykański ustawodawca konstruując krajowy system whistleblowingu. Założenie jest bardzo proste: płacimy za informacje (lub – jak kto woli – donosy), które pozwalają na wykrycie nadużyć. To trochę tak jakby urząd skarbowy postanowił płacić wynagrodzenie za sygnał, że Kowalski ma nowy samochód i zmienia dom, choć od lat pracuje w tej samej firmie na tym samym stanowisku. Różnimy się tylko skalą.

Poufne zgłoszenie

Konstruując wewnętrzny systemu whistleblowingu warto mieć na uwadze, że pracownikom łatwiej jest zdecydować się na zgłoszenie przy zapewnieniu odpowiedniej poufności kontaktu. Dlatego zawsze proponujemy dobrze przemyśleć, kto powinien być pierwszym kontaktem dla sygnalisty. W swojej pracy coraz częściej spotykamy się z pytaniami o przyjęcie funkcji tak zwanego adwokata zaufania – prawnik z kancelarii pełni wówczas funkcję „dyżurnego”, do którego trafiają zgłoszenia. To rozwiązanie ma co najmniej kilka zalet – informacja często wymaga na wstępie analizy pod kątem prawnym (np. czy dane zgłoszenie można uznać za przestępstwo albo czy uzasadnia rozwiązanie umowy o pracę), a adwokat czy radca prawny – związany korporacyjną tajemnicą zawodową – jest najlepszym gwarantem poufności (zwolnienie z tajemnicy adwokackiej może mieć miejsce tylko wyjątkowo i w specjalnym trybie).

Autor: Tomasz Wróblewski

MANAGER / ADWOKAT

T: (+48) 71 75 00 765
E: tomasz.wroblewski@olesinski.com

Więcej

Zaproponuj znajomym

skomentuj