Co w Prawie Piszczy | Upadłość mnie nie dotyczy – czy na pewno?
8369
post-template-default,single,single-post,postid-8369,single-format-standard,cookies-not-set,ajax_fade,page_not_loaded,,wpb-js-composer js-comp-ver-5.4.4,vc_responsive

Upadłość mnie nie dotyczy – czy na pewno?

Wielu przedsiębiorców wychodzi z założenia, że upadłość to problem, który ich nie dotyczy. Szczególnie, gdy biznes prosperuje dobrze, a na sprawozdaniach wykazywany jest z roku na rok coraz większy zysk. Mimo wszystko, może się okazać, że upadłość będzie miała istotny wpływ na działalność takiej firmy. Jak to możliwe?

Otóż w ekonomii niewypłacalność i zjawiska związane z niewypłacalnością są zupełnie normalnym zjawiskiem. Statystyki ostatnich lat pokazują, że liczba upadłości i restrukturyzacji w Polsce stopniowo wzrasta. Właśnie teraz jest ten moment, kiedy założone w momencie uwolnienia rynku prywatne, często rodzinne, przedsiębiorstwa osiągają swoją dojrzałość i ich przyszłość wymaga skrupulatnego zaplanowania. Zarówno pod względem sukcesji, jak i dalszego funkcjonowania na nowym, innowacyjnym rynku.

Co jednak najważniejsze, niewypłacalność nie musi dotykać bezpośrednio naszej firmy, abyśmy odczuli jej bolesne skutki. O co chodzi? Przede wszystkim o kontrahentów.

Klient to serce biznesu – dostawca to jego aorta

Nie jest tajemnicą, że kłopoty finansowe klienta lub dostawcy są również odczuwalne przez związaną z nimi firmę. Chwytliwy pomysł biznesowy i jego konsekwentna realizacja to fundamenty działalności gospodarczej. Przedsiębiorczość może jednak nie wystarczyć, gdy zabraknie stałego dopływu powietrza – rzetelnych klientów, niezawodnych dostawców. Długotrwałe i kosztowne spory sądowe nie są w tym wypadku atrakcyjnym rozwiązaniem.

Zatory płatnicze i niewypłacalność kontrahentów to główne przyczyny łańcucha niewypłacalności i tzw. efektu domina. Natomiast często przedsiębiorstwa dobrze prosperujące, mimo „górki”, stają się jednym z jego ogniw, ponieważ nie zorientowały się lub nie zareagowały na czas na problemy finansowe kontrahenta.

Co oznacza upadłość kontrahenta?

Niewypłacalność nie jest sprawą prywatną przedsiębiorstwa. Wszak każda firma jest częścią ekosystemu gospodarczego, a jej kondycja oddziałuje na bliższe i dalsze otoczenie biznesowe. Jest to system naczyń połączonych, dlatego czasem nawet niewypłacalność pozornie niepowiązanego podmiotu (np. kontrahenta naszego kontrahenta) może się odbić rykoszetem na działalności wielu podmiotów, w tym naszej firmy. Z czym może się konkretnie wiązać upadłość kontrahenta? Poniżej kilka obrazowych przykładów skutków problemów finansowych kontrahenta:

  1. Wywrócone kontrakty – problemy naszych klientów mogą wpłynąć bądź to na zapłatę wynagrodzenia bądź na niedostarczenie zamówionych usług.
  2. Odcięte dostawy – problemy po stronie naszych dostawców mogą oddziaływać na nasze dalsze zobowiązania umowne. Może się okazać, że wraz z ogłoszeniem upadłości dostawcy z dnia na dzień stracimy płynność działania poprzez brak dostaw.
  3. Zablokowane przedmioty – powierzone kontrahentom do wykorzystania w ramach świadczonych usług, które po ogłoszeniu upadłości zostają zatrzymane przez syndyka. Nawet jeżeli bez problemu w toku postępowania firma wykaże własność tych przedmiotów – to może potrwać nawet kilka miesięcy. Czas to pieniądz – dla wielu przedsiębiorstw zablokowanie przedmiotów choćby na chwilę oznacza dotkliwe problemy.
  4. Problemy otoczenia rynku – upadłość jednego podmiotu ma wpływ także na pozostałe podmioty z jego kręgu, który w wielu przypadkach może się zazębiać z naszym otoczeniem. Wszak działacie na jednym rynku, często w ramach podobnego łańcucha dostaw.

To tylko kilka przykładów, problem jest jednak dużo bardziej złożony, a scenariuszy może być wiele. Dlatego warto zastanowić się, czy wewnętrzne procedury w firmie pozwalają na wczesne wykrycie kłopotów finansowych kontrahenta i przewidują odpowiedni plan działania w razie pojawienia się alertu. Sygnały ostrzegawcze ujawniają się dużo wcześniej, a wiele problemów da się przewidzieć.

Podsumowanie

Czy więc upadłość dotyczy wszystkich? Oczywiście tak!

Fundamentem radzenia sobie z kryzysem jest świadomość istotności problemu, zakresu jego oddziaływania (także pośredniego) oraz narzędzi reagowania. Czas na budowanie świadomości finansów własnej spółki trzeba znaleźć w momencie prosperity. Tylko wtedy możliwe jest nauczenie organizacji kontroli i wypracowanie zdrowych nawyków, które zaowocują w kryzysie – o ile taki nastąpi i o ile zorientujecie się na czas, że pora działać. Warto jednak być przygotowanym na najgorsze. Trzeba pamiętać, że bezpieczeństwo biznesu to bezpieczeństwo wszystkich ludzi go tworzących.

W kolejnych wpisach zastanowimy się, jak czerpać wiedzę o swojej kondycji, o stanie swoich kontrahentów i możliwościach kontroli tej kondycji finansowej. Powiemy też, jak postąpić, gdy problemy już się pojawią.

 

Autor: Anna Czornik

CONSULTANT / LEGAL DEPARTMENT

anna.czornik@olesinski.com

Zaproponuj znajomym
Brak komentarzy.

skomentuj